|
Nostalgiczna kantyczka budzika
Obcykana z obejściem izdebki
Osiemnasty był dzień października
Został w głowie zamiast piątej klepki
Grypa potem spływa po futrynie
Strażnik nocy kichnął od zaduchu
A sielanka już nas nie ominie
Ktoś pod oknem drapie się po brzuchu
Ostrym chłodem podwiewa spod proga
Idzie zima, marne pieskie życie
Zawsze trwoga przybliża do Boga
Tylko czemu w tak młodym rozkwicie
Jeszcze nie raz krwawo zajdą zorze
Uśmiech matki nigdy nie przeminie
I dla Tego - co ziemia i morze
Wielkie dzięki, teraz i w godzinie
|
|
|
|